wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 6

Czasem nie można ufać nawet najbliższej osobie, każdy ma swoje sekrety...

Mruknęłam niezadowolona, gdy mój beszczelny telefon zaczął dzwonić. Em nie było już w łóżku. Leniwie przeciągnęłam się zauważając iż jestem we wczorajszych ciuchach. Ktoś uparcie się do mnie dobijał, ale po co się spieszyć. Zadzwoni jeszcze raz jeśli to coś ważnego. Sięgnęłam w końcu po niego. Dzwonił Jason.
- Tu telefon Alyson. Po sygnale nagraj wiadomość - burknęłam do słuchawki.
- Bardzo zabawne Al. Musimy pogadać. - westchnęłam nie za bardzo jeszcze kumając o tak wczesnej porze. Ołł... Była już 13. Czemu nikt mnie nie obudził?! - Jesteś tam? - chyba tracił cierpliwość. Ale co ja znowu zrobiłam nie tak.
- Umm.. Taaa. Ale teraz? - wypuścił z irytacją powietrze.
- Nie gadaj, że dopiero wstajesz. - powiedział niemal błagalnie.
- Oczywiście, że nie - przygryzłam wargę wstając.
- Alyson...
- No okej. To bądź za 15 minut. - ruszyłam do szafki z ubraniami. Szybko się udomowiłam.
- Ugh. Jasne, nie jedz nic. Zabiorę cię na śniadanie.
- Tak jest - zaśmiałam się cicho.
- Pa Alys - mruknął. Co jest kurna?!
- Pa Jas. - rozłączyłam się i poszłam pod prysznic. To był najdłuższy prysznic w moim życiu. Zajął mi 10 minut. To na tyle z dobrego wyglądu. Miałam 5 minut na ubranie się, umycie zębów i uczesanie. Nie zapominając o make-up'ie. Westchnęłam teatralnie i szybko wzięłam  się do roboty. Zęby umyte. Skreślić z listy rzeczy do zrobienia w ciągu krótkich 5 minut. Uczesana. Jeśli można w to zaliczyć związanie ich w kok. Rzęsy pomalowane. Błyszczyk nałożony. I została 1 minuta, zakłdając iż będzie się można go spodziewać punktualnie. Wciągnęłam na siebie jeansy i bokserkę. Gotowa. Minute później rozbrzmiał w domu głos mojego kochanego dziadka.
- Alyson. Jakiś młodzieniec do ciebie. Mówi, że ma na imię Jason, ale jak dla mnie powinien mieć na imię Albert.
- Dlaczego Albert dziadku? - zeszłam na dół śmiejąc się.
- To te rysy twarzy kochanieńka. - puścił mi oczko kierując się do salonu. - Jakby co to dzwoń.
- Tak, wiem. Kocham cię. Pa - zniknęłam za drzwiami wychodząc na dwór. Nie było chłodno, nawet jeśli było to późne lato. Jason stał oparty o płot w zwykłych rurkach, t-hirt'cie i czapce z daszkiem.
- Hej - mruknął podchodząć i mnie obejmując.
- Witam pana - uśmiechnął się lekko. - Idziemy?
- Jedziemy - poprawił mnie - Ale tak. Chodź. - otworzył mi drzwi od strony pasażera po czym obszedł samochód i wsiadł do niego. Odjechał spokojnie. Ależ ja byłam głodna.
- Wszystko okej? - spytałam nagle.
- Taa.
- A więc?
- A więc co? - zmrużył oczy patrząc uważnie na drogę.
- A więc co się dzieje?
- Nic.
- Mhm. To dlatego miałam 15 minut na przyszykowanie się.
- Ugh. Sama powiedziałaś, żebym był za te 15 minut.
- Inaczej byłbyś szybciej. - dopowiedziałam za niego.
- Dokładnie - przygryzł wargę.
- Wyduś to z siebie.
- Nie odebrałaś o de mnie telefonu, gdy Niall miał cię przyprowadzić. - zupełnie o tym zapomniałam.
- Wiem.
- Bo?
- Bo nie miałam ochoty do ciebie iść.
- Wystarczyło powiedzieć, a nie nie odbierać.
- Cóż przez tą kostkę nie myślałam po ludzku.
- Gówno prawda. To on. Prawda? - wzburzył się.
- Kto?
- Niall. Kazał ci nie odbierać. - warknął.
- Nawet jeśli. To co?
- Nie możesz się z nim spotykać - zatrzymał się pod kafejką na rogu, blisko Trafalgar Square. Wysiedliśmy z samochodu, a ja od razu do niego podeszłam.
- Niby czemu?! - oburzyłam się.
- On ma problemy.
- Narazie to tylko ty tutaj masz jakiś problem.
- Alyson.
- Jason - przewróciłam oczami.
- Nie znasz go.
- A ty go znasz? - odszczekałam.
- Napewno dużo lepiej niż ty.
- Czyżby?
- Tak. Zrani cię.
- Jedyną osobą, która mnie tu rani jesteś ty. Jak możesz tak mówić. Umiem o siebie zadbać. - niemal krzyknęłam.
- Najwyraźniej nie, bo gdyby nie ja, nie pozbierałabyś się tak szybko po śmierci twoich rodziców. Dalej byś się obwiniała, że to twoja wina. Bo może najwyraźniej tak jest - za późno ugryzł się w język. Łzy zaczęły formować mi się w kącikach oczu. - Alyson. Ja.. Ja przepraszam - chciał mnie dotlknąć, ale odskoczyłam łkając.
- Daj mi spokój - szybkim krokiem odeszłam od niego. Wołał mniie chwilę, ale nie obchodziło mnie to. Przegiął. A może to naprawdę moja wina? Może... Nie, nie myśl tak.
Usiadłam na ławce obok pomnika i wykręciłam numer Horan'a. Odebrał po srugim sygnale.

No więc mamy 6 rozdział. Mam nadzieję, że się spodoba. Zostawiajcie swoją opinię. Wybaczcie za błędy, ale jestem na laptopie gdzie nie ma polskiego słownika i nie zakreśla mi co źle napisałam.
Next postaram się dodać w weekend. xx

4 komentarze:

  1. aaa.... ciekawe co powie Jason to chuj :D xD czekam na nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie się podoba, ale mam jedną prośbę: pisz dłuższe rozdziały :P błędami się nie przejmuj. Ciekawe co Horanek powie i czy przyjedzie do niej albo będzie umiał ją pocieszyć. Jason zdecydowanie przegiął :P
    Czekam na next XO

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem ciekawa czy Horanek do niej przyjedzie mam nadzieję, że tak.
    Nie przejmuj się błędami.

    OdpowiedzUsuń
  4. aaa... ♥ czekam na nn ;) Jason przegi ł ^_^

    OdpowiedzUsuń